Kupa pod choinką
W tym roku wśród świątecznych prezentów, oprócz standardowo dużej ilości zestawów klocków LEGO, znalazł się również zabawkowy zwierzak: sadzący klocki na toalecie flaming.

Historia pojawienia się Gotta Go Flamingo pod choinką sięga początku grudnia. Kasia rozmawiała o nim z koleżanką z klasy, której rodzice powiedzieli, że to zabawka dla małych dzieci i ona nie powinna się już takimi bawić.
Z Kasią nadal jesteśmy na etapie, gdzie żarty z kupy i pierdziochów są na porządku dziennym, więc koncept siedzącego na kiblu flaminga oboje nas rozbawił do tego stopnia, że Kasia zapragnęła dostać go pod choinkę. I to pomimo wszechobecnych opinii, że to rozrywka tylko dla bobasów.
Na szczęście jesteśmy też na etapie “nikt nam nie będzie mówił czym możemy, a czym nie możemy się bawić”, więc postanowiłem Mikołaj postanowił ogarnąć flaminga z rozwolnieniem na prezent. W końcu do przedziału wiekowego 4+ łapie się zarówno 9+, jak i 40+, więc w czym problem?

Oprócz tego, że Gotta Go Flamingo robi hydrofobową, piaskową kupę, którą potem łatwo odzyskać i użyć ponownie (przy okazji rozsypując piasek gdzie popadnie, więc kiedyś na pewno się skończy), to do tego zwierzak powtarza wypowiedziane do niego słowa dokładnie jak Furby, więc radość z podpowiadania mu tekstów w stylu “znowu się zesrałem!” była ogromna.
Nowe zestawy LEGO jak zwykle sprawiły Kasi radość, oprócz tego dostała też książki i gry, ale to absurdalna zabawka dla czterolatków została królową prezentów w tym roku.
